Trochę nie chcę pisać tego postu. Nie chcę reklamować miejsca, którego urok polega na tym, że wieczorem słychać tylko żabi koncert. Z którego do najbliższego sklepu jest 10 kilometrów a po dwóch dniach człowiek czuje się jak w domu.  Na szczęście ta okolica przyciąga bardziej wymagających turystów i rzadko zdarza się klasyczny Janusz, zainteresowany tylko zimnym piwem i kiełbasą z grilla.

Uwielbiam pogranicza. Styk kultur, języków, często religii. I zawsze moim ulubionym regionem w Polsce było Podlasie. To dalsze, właściwie nie całkiem podlaprzepyszne, gorące tartarskie dania azu i katłamę. Azu, zwana też kryszonką, to klasyczne tatarskie danie gotowana i podawana w jednym garnczku, w którym znajdziecie warzywa, ziemniaki i jagnięcinę. Dowód na to, że proste danie może być bardzo aromatyczne i bogate w smaku. Katłama to rodzaj tatarskiej lasagne, czyli płaty indyczego miesiwa zapiekane w makaronie z pomidorami i papryką. Do picia aromatyczna herbata miętowa w cytryną, bo u państwa Bogdanowiczów nie podaje się alkoholu.

Bardzo dobra kuchnia i przemiła obsługa w postaci ciepłej pani Kasi to już pobliski Tatarski Zajazd na Końcu Świata. Do spróbowania chociażby solianka, czyli tradycyjna rosyjska zupa rybna i zawijaniec z pieca. Tu już można liczyć na napoje z procentami w postaci lokalnych nalewek, albo polskich kraftowych piw i piw z Litwy, które sprzedają w pobliskim przydrożnym sklepiku przedsiębiorczy sąsiedzi. W sezonie przed sklepikiem prawie cały dzień stoją kolejki turystów.

Największa niespodzianka kulinarna majowe wypadu na Podlasie to Karczma Pod Sokołem w Sokółce. To miejsce naprawdę mnie zaskoczyło wspaniałym jedzeniem, pomysłowym podaniem, przemiłą obsługą i rozsądnymi cenami. Największe wrażenie zrobił na mnie zdekonstruowany chłodnik – na talerzu botwinka, jajko, ogórki, a w osobnych słoikach zupa i ziemniaki. Całość zachwycająca. Warto też zajrzeć do pobliskiej Starej Szkoły na wspaniałe desery. I podobno pyszne lody, ale nie próbowaliśmy… (o dziwo!).

W stolicy Podlasia warto odwiedzić Babkę, czyli restaurację z lokalną kuchnią przy Rynku Kościuszki w Białymstoku. Moje draniki, czyli białoruskie placki ziemniaczane ze smażonym schabem były bardzo dobre. Zosi gołąbki po ukraińsku (czyli z kaszą gryczaną i ziemniakami w sosie grzybowym) były smaczne, ale niestety zimne. Uwaga, przy pełnej sali trzeba długo czekać, o czym zresztą menu i kelnerki (czyli Babki) uprzedzają.

[Best_Wordpress_Gallery id=”69″ gal_title=”podlaskie jedzenie”]

Bon Apetite!

Grzegorz