#DClife

Nowy York to „City That Never Sleeps”, albo „Big Apple”. Na Los Angeles Amerykanie mówią „La-La Land” i „City of Angels”. Chicago to „The Windy City”, Las Vegas to „Sin City”. Mój ulubiony New Orleans nazywany jest „Big Easy”. A Waszyngton? Stolica Stanów Zjednoczonych, co mnie osobiście zaskakuje, nie dorobiła się żadnego przydomka. Oczywiście, niektórzy używają skrótowca „DC”, czyli District of Columbia, ale to nie przydomek, tylko określenie formuły prawnej, na podstawie której funkcjonuje amerykańska stolica. Waszyngton nie leży na terenie żadnego z amerykańskich stanów. Jest dystryktem federalnym, czyli terenem będącym pod bezpośrednim zarządem władz federalnych, czyli państwowych.

Króciutka wycieczka historyczna. Waszyngton powstał na podstawie specjalnej ustawy przyjętej przez Kongres w 1790 roku (tzw. Residence Act). Dwa stany – Maryland i Virginia – podarowały kwadrat (mniej więcej) o rozmiarach dziesięć na dziesięć mil (ok 1,6 kilometra). W skład miasta weszły port Georgetown nad rzeką Potomak (teraz mieści się tam modne miasteczko akademickie) i miasto Alexandria. Rok później miasto nazwano Waszyngton, na cześć pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych George’a Waszyngtona, a dystrykt federalny ochrzczono Columbia, od nazwy żeńskiej personifikacji Ameryki. Columbia, czyli Ziemia Kolumba, to odpowiednik brytyjskiej Brytanii, czy francuskiej Marianne.

Miasto leży na południu Stanów Zjednoczonych. Lato jest tu bardzo gorące, bardzo wilgotne, jesień bywa przepiękna i bardzo ciepła, ale może być teraz bardzo deszczowa i burzowa, jak teraz. Zimy bywają srogie, choć śniegu na ogół spada niewiele, a wiosna przychodzi szybko. I kwitną wtedy piękne, podarowane przez rząd Japonii wiśnie. Waszynton jest nieduży, oficjalnie mieszka tu około siedmiuset tysięcy osób, ale jeżeli doliczyć dojeżdżających tu do pracy mieszkańców stanów Virginia i Maryland to na co dzień przebywa tutaj co najmniej milion ludzi.

Miasto jest bardzo zielone, pełne parków i skwerów. Oprócz Potomaku, które oddziela DC od Virginii i rzeki Anacostia przez miasto płynie jeszcze Rock Creek, która przecina północny zachód miasta. Wokół Rock Creek stworzono jeden z najstarszych parków narodowych w USA. Niewielki, bo liczący tylko 7 km 2, rezerwat pełen jest mostków, kładek, ścieżek rowerowych i pieszych. I jest jednym z moich ulubionych szlaków biegowych!

Aha, bieganie. Myślałem, że w Nowym Yorku wszyscy mają bzika na punkcie biegania! Nieprawda, to DC jest stolicą biegową USA. Tu biega każdy, o każdej porze i w każdej pogodzie. A w okolicach uniwersyteckich, szczególnie na Georgetown, spotkacie całe drużyny biegowe, które zasuwają w niesamowitym tempie i to przy temperaturach przekraczających często 30 stopni (i wilgotności ponad 80%).

Waszyngton to miejsce, w którym miłośnicy muzeów mogą zwariować. Od nadmiaru wrażeń i możliwości. Większość placówek w DC, w tym różne filie słynnego Smithsonian, jest dotowanych przez rząd federalny i dlatego są za darmo. Można godzina oglądać portety prezydentów w National Portrait Museum, kolekcje sztuki amerykańskiej w National Museum o Art, czy samolot braci Wright w National Air and Space Museum. W okresie od kwietnia do sierpnia niektóre najbardziej oblegane miejsca, takie jak Holocaust Museum czy African American Museum wprowadzają darmowe bilety, które trzeba wcześniej zamówić przez internet. Niezwykłe wrażenia gwarantowane.

Waszyngton to także miejsce po którym można wygodnie, choć niestety dość drogo, poruszać się komunikacją miejską. Można także spokojnie wędrować na piechotę, bo w przeciwieństwie do wielu innych amerykańskich miast nie brakuje tu chodników, są także wygodne zjazdy dla wózków dziecięcych i inwalidzkich. Cztery linie metra przecinają większość miasta. Trzeba wykupić tzw. SmarTrip card (3 dolary). System opłat jest bardzo ciekaw. Za wejście do metra trzeba zapłacić 2,25 USD w godzinach szczytu (od 5 rano do 9.30 i od 15 do 19), albo 2 dolary poza szczytem. Jeżeli uda się Wam zakończyć przejazd w piętnaście minut system zwraca w czasie szczytu dolara (promując krótkie przejazdy). Jeżeli jedzicie na odległość dalszą niż trzy mile to dopłacacie ok 30 centów za każdą kolejną (ale nie więcej niż sześć za cały przejazd). Autobusy są wolniejsze, ale tańsze i płaci się tylko za wejście do nich.

W mieście są też rowery do wynajęcia. Najpopularniejszy jest tzw. Capital BikeShire (2 dolary za 30 minut, 8 za cały dzień). Ostatnio pojawił się nowy system – JUMP – obsługiwany z poziomu aplikacji. Rowery nie stoją w stojaku, tylko można je znaleźć za pomocą smartfona, a przejażdżka kosztuje 2 dolary za 30 minut i 7 centów za każdą kolejną minutę. Prawdziwym przebojem tego lata są elektryczne hulajnogi. Najmłodsi waszyngtończycy (chyba to poprawna forma) chętnie korzystają z mających zasięg około 40 kilometrów maszyn systemu Lime. Koszt – 1 dolar za wynajem i piętnaście centów za każdą minutę.

Waszyngton to miasto urzędów, instytucji, fundacji i think tanków. Tu zarabia się nawięcej w Stanach Zjednoczonych. Dwa lata temu PKB per capita w DC wynosiło ponad 160 tysięcy dolarów. Oczywiście zarobki podbijają nie posady rządowe, choć tutaj się dobrze zarabia, ale głównie wielkie firmy prawnicze, lobbingowe, stowarzyszenia zawodowe i związki pracodawców. Dlatego jest tutaj też drogo. Mieszkania są drogie, jedzenie jest drogie, parkingi są drogie, koszt wynajmu opiekunki dla dziecka jest wysoki.

Centralnym punktem DC jest tzw. National Mall, czyli olbrzymi park łączacy Lincoln Memorial, położony tuż nad brzegiem Potomaku z Kapitolem. Podczas ponad liczącego ponad trzy kilometry spaceru od pomnika Lincolna do Kapitolu napotkacie po drodze między innymi – upamiętnienia żołnierzy walczących w Korei i Wietnamie (a między nimi słynny Reflecting Pool – to do niego wskoczył Forest Gump), obelisk Washington Monument (a teraz spojrzcie w lewo i zobaczycie Biały Dom) i kilkanaście muzeów okalających drogę do wyniosłej kopuły budynku Kongresu.

Miasto jest rozległe i niskie. Jak się okazuje, wbrew powszechnemu mitowi nie ma ograniczenia wysokości budynków powiązanego z wysokością Obelisku Waszyngtona (Washington Monument w momencie skonstruowania miał 169 metrów wysokości i był wtedy najwyższym budynkiem na świecie – do czasu wzniesienia Wieży Eiffela w 1889 roku). Wysokość budynków w DC ogranicza inny przepis. Ustawa Heights of Building z 1910 zabrania wznoszenia w Waszyngtonie budynków, które byłyby wyższe niż szerokość sąsiedniej ulicy powiększona o około sześć metrów (20 stóp). Za to w mieście znajduje się sześć z dziesięciu najwspanialszych budowli amerykańskiej architektury (wg. American Instutite of Architects). To między innymi Katedra Narodowa (której poświęciłem osobny artykuł), Biały Dom i Kapitol.

Miasto jest coraz bezpieczniejsze. Jeszcze na początku lat 90-tych Waszyngton był nazywany Stolicą Zbrodni, ale od roku 2000 liczba zabójstw nie przekracza stu rocznie, a najgroźniejsze występki ograniczają się najbiedniejszych, południowo-wschodnich części miasta. W centrum i po najbogatszych okolicach można spokojnie wędrować nocą, choć zalecam rozsądek i omijanie większych grupek młodych ludzi. Luźna polityka narkotykowa dotycząca marihuany (W DC można posiadać przy sobie niewielkie ilości tego narkotyku, ale nie wolno handlować) sprawia, że bywa czasami ‚ciekawie’. Telefony, drogie aparaty, laptop warto mieć pod ręką, w zasięgu wzroku i nie epatować nimi. TO DC, a nie TOKIO.

Grzegorz

Please follow and like us: