Samochodem z rowerem

Kilkudniowe wycieczki po Polsce są znacznie ciekawsze i dają większe możliwości poznania okolicy, jeżeli weźmiecie ze sobą rower. Testowałem kilka rozwiązań bagażnikowych, z których najgorszy jest bagażnik na klapie (po prostu nie da się go dobrze zamocować. To niewykonalne! Całość jest niestabilna, niepewna i rysuje karoserię) i ostatecznie postanowiłem wozić rowery w kabinie samochodu. W oplu astrze II (czyli g), którym obecnie jeździmy, oznacza to konieczność złożenia tylnych foteli, zdjęcia półki i zdemontowania przednich kół w rowerze. No i w środku robi się dość ciasno i mało pakownie. Ale można bezpiecznie przewieźć dwa dorosłe rowery.

Co warto zabrać ze sobą? Sakwy rowerowe na drobiazgi i jedzenie. Bidony, kaski, narzędzia rowerowe i pompkę oraz łańcuch, lub inne zapięcie, którego używacie. Warto też zainwestować w poncha rowerowe, bo kurtki przeciwdeszczowe przy dłuższej wyprawie i mocniejszym deszczu to za mało. A w ponchu można w miarę wygodnie podróżować nawet przy ulewie. Kolejna rzecz to kremy i płyny do opalania i zestaw przeciw komarom. Minimum to off, warto też poszukać lepszego środku, czyli Muggi, którą często można kupić np. w Decathlonie. No i mapy. Nawigacja GPS nie w każdym miejsc Polski posiada zapis sieci dróg rowerowych.

W maju, podczas wizyty u Tatarów w Kruszynianach postanowiliśmy pojeździć tamtejszą częścią ogólnoeuropejskiego szlak GreenVelo, czyli tzw. Wschodniego Szlaku Rowerowego. Sieć ścieżek i tras ma już ponad dwa tysiące kilometrów i ciągnie się przez pięć województw na wschodzie kraju – od województwa warmińsko-mazurskiego przez Podlasie, Podkarpacie, Lubelskie i Świętokrzyskie. Trasy są bardzo różne. Są miejsce, w których wzdłuż drogi prowadzi asfaltowa, albo utwardzona, wydzielona ścieżka rowerowa. Są miejsca, gdzie GreenVelo wiedzie po prostu zwykłą drogą asfaltową, albo ubitym, leśnym duktem. Coraz częściej przy drodze można spotkać też przyjemnie urządzone MOR-y (Miejsca Obsługi Rowerzystów), czyli wiaty z ławeczkami i zestawem narzędzi. Niestety, narzędzia internetowe, czyli strona i aplikacja na smartfony, raczej zniechęcają do korzystania. Wspaniałe są za to mapy i przewodniki przygotowane na potrzeby GreenVelo. Dwa lata temu wystarczyło napisać maila do redakcji portalu, by za darmo otrzymać pocztą cały zestaw.

Z naszej bazy w Kruszynianach najpierw wybraliśmy się przez Puszczę Knyszyńską w kierunku Supraśla. Za Szaciłami szutrowa droga zamieniła się w piaszczysty leśny dukt i szybko zweryfikowała nasze plany. Czterdzieści kilometrów w jedną stronę to jednak było za dużo. Trudy pedałowania po piaskach wynagradzały za to spotkania z leśną zwierzyną – dwie łanie wprost uciekły nam spod kół. Na mały rowerowy lunch wybraliśmy hotel w Lipowym Moście. Żurek i chłodnik dodały nam siły i pozwoliły dojechać przez Gródek do drogi krajowej nr 65 na Bobrowniki i z powrotem do Kruszynian.

Kolejna wyprawa prowadziła szlakiem dawnych tatarskich folwarków. Z Kruszynian trzeba wyruszyć w kierunku Krynek i potem leśnymi drogami przez Kundzicze i Ciemicze w kierunku Starej Grzybowszczyzny. W tej wsi warto zatrzymać się przed piękną cerkwią pod wezwaniem Narodzenia św. Jana Chrzciciela. Z samą świątynią, schowaną w okolicznym lesie, wiąże się ciekawa historia. Budynek, na początku XX wieku, wzniósł Eliasz Klimowicz, zwany przez miejscowych prorokiem Ilją, charyzmatyczny, niepiśmienny prawosławny chłop pochodzenia białoruskiego. Po wielu latach budowy, przerwanych między innymi przymusowym wygnaniem w głąb Rosji podczas I wojny światowej w 1934 prorok Ilja miał przekazać świątynię Prawosławnem Konsystorzowi z Grodna, a sam stać się mnichem. Krewki Ilja pokłócił się jednak z biskupem Antoniuszem, mnichów przepędził, a samą cerkwiew zamknął i sprzedał polskim katolikom. Dopiero w trakcie II wojny światowej świątynia wróciła do kościoła prawosławnego.

Grzegorz

Please follow and like us:

Dodaj komentarz