Niebo w gębie a la Podlasie

Prosta, ale zaskakująca. Tłusta, ale z dużą ilością warzyw. I przede wszystkim pyszna. Taka jest podlaska kuchnia. To kocioł, a raczej kociołek, wszystkich wpływów i kuchni, które od setek lat przewijają się przez ten wschodni kraniec naszego kraju. Kuchnia polska, białoruska, żydowska, ukraińska, litewska i tatarska – wszystko na jednym stole! To jeden z najważniejszych powodów, dla których kocham wyprawy na Podlasie. Tu naprawdę ciężko wstać od stołu.

Pierwsza nasza uczta podlaska to wspaniała, miejmy nadzieję, że już niedługo odbudowana (tu możecie się do tego dołożyć) Tatarska Jurta w Kruszynianach. Jako spóźnialscy goście załapaliśmy się na to, co jeszcze było w kotłach. Dostaliśmy przepyszne, gorące tartarskie dania azu i katłamę. Azu, zwana też kryszonką, to klasyczne tatarskie danie gotowana i podawana w jednym garnczku, w którym znajdziecie warzywa, ziemniaki i jagnięcinę. Dowód na to, że proste danie może być bardzo aromatyczne i bogate w smaku. Katłama to rodzaj tatarskiej lasagne, czyli płaty indyczego miesiwa zapiekane w makaronie z pomidorami i papryką. Do picia aromatyczna herbata miętowa w cytryną, bo u państwa Bogdanowiczów nie podaje się alkoholu.

Bardzo dobra kuchnia i przemiła obsługa w postaci ciepłej pani Kasi to już pobliski Tatarski Zajazd na Końcu Świata. Do spróbowania chociażby solianka, czyli tradycyjna rosyjska zupa rybna i zawijaniec z pieca. Tu już można liczyć na napoje z procentami w postaci lokalnych nalewek, albo polskich kraftowych piw i piw z Litwy, które sprzedają w pobliskim przydrożnym sklepiku przedsiębiorczy sąsiedzi. W sezonie przed sklepikiem prawie cały dzień stoją kolejki turystów.

Największa niespodzianka kulinarna majowe wypadu na Podlasie to Karczma Pod Sokołem w Sokółce. To miejsce naprawdę mnie zaskoczyło wspaniałym jedzeniem, pomysłowym podaniem, przemiłą obsługą i rozsądnymi cenami. Największe wrażenie zrobił na mnie zdekonstruowany chłodnik – na talerzu botwinka, jajko, ogórki, a w osobnych słoikach zupa i ziemniaki. Całość zachwycająca. Warto też zajrzeć do pobliskiej Starej Szkoły na wspaniałe desery. I podobno pyszne lody, ale nie próbowaliśmy… (o dziwo!).

W stolicy Podlasia warto odwiedzić Babkę, czyli restaurację z lokalną kuchnią przy Rynku Kościuszki w Białymstoku. Moje draniki, czyli białoruskie placki ziemniaczane ze smażonym schabem były bardzo dobre. Zosi gołąbki po ukraińsku (czyli z kaszą gryczaną i ziemniakami w sosie grzybowym) były smaczne, ale niestety zimne. Uwaga, przy pełnej sali trzeba długo czekać, o czym zresztą menu i kelnerki (czyli Babki) uprzedzają.

Bon Apetite!

Grzegorz

Please follow and like us: