U ułanów

Jest takie miejsce na Podlasiu, gdzie Orient i najpiękniejsze karty z polskiej historii się spotykają. Niecałe trzysta kilometrów od Warszawy i pięćdziesiąt kilometrów od Białegostoku, na skraju Puszczy Knyszyńskiej leży stolica polskich Tatarów. Kruszyniany.

Skąd się tu wzięli? Legenda głosi, że osiedli w Polsce w dowód wdzięczności króla Jana III Sobieskiego, któremu jeden z nich oficerów tatarskich, pułkownik Samuel Murza Krzeczkowski, miał podczas bitwy pod Parkanami uratować życie. Słynny „Lew Lechistanu” nadał w 1679 roku litewskim Tatarom Kruszyniany, Nietupę, Łużany i inne okoliczne wsie.

W rzeczywistości historia mogła być bardziej skomplikowana. Plemiona tatarskie, które od kilkuset lat zamieszkiwały tereny Rzeczpospolitej Obojga Narodów, w XVII wieku na skutek wojen z Turcją i zatargów z chrześcijańską szlachtą, zaczynały się buntować. Buntować do tego stopnia, że w latach 70-tych doszło do buntu królewskich chorągwi, które wszystkie przeszły na stronę sułtana. Przy Rzeczpospolitej pozostali tylko Tatarzy litewscy, zwani Lipkami (Lipki to tureckie określenie ówczesnej Litwy). Królewskie nadania miały im wynagrodzić lojalność i zadośćuczynić za zaległy żołd.

Kruszyniany to miejsce magiczne, które nad ranem wyłania się z mgieł pobliskiej Nietupy, tworzącej malownicze mokradła przechodzące w rozległem łąki. Wieczorami drewniane zabudowania wsi chowają się w lasach pełnej zwierzyny Puszczy Knyszyńskiej. Słychać dzięcioła, na gniazdach siedzą bociany, nad polami krążą myszołowy.

Dwa miejsca nadają charakter Kruszynianom. Pierwsze to oczywiście soczyście zielony, drewniany meczet. Budynek, razem z podobnym meczetem w Bohonikach, został w 2012 uznany przez prezydenta za pomnik historii. Meczet to prostokątny budynek z dwiema wieżami, ale bez minaretu. Wysokiej, strzelistej wieży nie ma, bo jak tłumaczy przewodnik po świątyni, Dżemil Gembicki, meczety dla Tatarów, którzy byli żołnierzami i myśliwymi, ale nie budowniczymi, wznosili tutejsi chłopi i stąd podobieństwo do lokalnych cerkwi. Dżemil wspaniale opowiada o świątyni, tatarskim islamie i życiu lokalnej społeczności. Warto też przejść się z nim na mizar – piękny, historyczny cmentarz za świątynią. Wiedzieliście, że Tatarzy grzebiąc swoich bliskich napisy umieszczają z dwóch stron? Jeden napis jest dla ludzi, a drugi dla aniołów.

Drugie, magiczne miejsce w Kruszynianach to jest, a raczej niestety była Tatarska Jurta. To zajazd i centrum kultury tatarskiej wzniesione dzięki staraniom Dżennety i Mirosława Bogdanowiczów. Główny budynek spłonął praktycznie doszczętnie pierwszego maja 2018. Z bólem serca, bezsilnie śledziliśmy straszny żywioł i dzielną, choć momentami nieskuteczną walkę strażaków z ogniem. Lokalna społeczność i przyjaciele Bogdanowiczów zbierają na odbudowę. Wy też możecie pomóc wpłacając tutaj -> https://pomagam.pl/lkpmj3hl

Tatarska Jurta to miejsce, gdzie można poznać tradycję i popróbować wspaniałej tatarskiej kuchni. Pierekaczewnik, kibiny, azu, czy kałtama. Po prostu trzeba spróbować. To wszystko jest przepyszne, a jeszcze do tego dochodzi niezwykła gościnność i serdeczność obsługi i właścicieli. Warto także zajrzeć do konkurencji. Kilkaset metrów dalej mieści się Tatarski Zajazd na Końcu Świata. Tu jest bardziej dziko, może trochę mniej wszystko jest dopracowane, ale przemiła kelnerka pani Kasia wynagradza niewielkie niedostatki.

Możecie też odwiedzić pobliskie Bohoniki. Tu już bardziej rolniczo, bliżej Sokółki, ale meczet równie piękny. Pani Eugenia Radkiewicz ze swadą i poczuciem humor wyjaśnia podstawy budowy świątyni. Tłumaczy co to kibla (wiedzieliście? To ta wnęka w ścianie, która wskazuje kierunek na Mekkę), co to mihrab (to schody, na których przedostatnim stopni staje imam wygłaszając kazanie) i dlaczego w świątynie nie ma wizerunków ludzi, ani zwierząt. Są to za rośliny i księżyc (bo to one słuchały objawień Mahometa).

Kruszyniany i okolice żyją. Dzięki staraniom takich ludzi jak rodzina Bogdanowiczów, jak Dżemil Gembicki, czy Eugenia Radkiewicz, wspólnota tatarska powoli się odradza. W całej Polsce mieszka około czterech tysięcy tatarskich rodzin, najwięcej w Białymstoku. Doceńmy ich piękną kulturę, ale i nie zadepczmy jej.

Ps. a teraz o ułanie. Wiecie, że po tatarsku to młodzieniec? Ułani, ułani malowane dzieci… Inaczej teraz brzmi, co?

Ps1. A największa zaleta Kruszynian to prawie całkowity brak zasięgu sieci komórkowych. Kilka dni bez internetu … cudo!

Grzegorz

Please follow and like us: