Świt na kruszyniańskich łąkach

Trochę nie chcę pisać tego postu. Nie chcę reklamować miejsca, którego urok polega na tym, że wieczorem słychać tylko żabi koncert. Z którego do najbliższego sklepu jest 10 kilometrów a po dwóch dniach człowiek czuje się jak w domu.  Na szczęście ta okolica przyciąga bardziej wymagających turystów i rzadko zdarza się klasyczny Janusz, zainteresowany tylko zimnym piwem i kiełbasą z grilla.

Uwielbiam pogranicza. Styk kultur, języków, często religii. I zawsze moim ulubionym regionem w Polsce było Podlasie. To dalsze, właściwie nie całkiem podlaskie, bo Suwalszczyzna została dołączona do województwa Podlaskiego trochę na doczepkę. Suwalszczyznę kocham od kiedy pamiętam, jeżdżę tam jeszcze dłużej i zawsze mówię, że kiedyś rzucę wszystko i przeniosę się tam na zawsze. I teraz mam dylemat, bo okolice Kruszynian oczarowały mnie zupełnie. I cholernie cieszę się, że akurat to miejsce wybraliśmy na tegoroczną majówkę.

Dlaczego? Dziś po prostu obejrzyjcie kilka zdjęć z poranka na kruszyniańskich łąkach.

« 1 z 2 »

Kilka informacji praktycznych: jeśli Wam też marzy się plener o świcie sprawdźcie koniecznie godzinę wschodu słońca (w naszym przypadku była to 4:53 rano, wstaliśmy o 4:40), weźcie kalosze!, przyda się też płyn na komary i kleszcze (w zależności od pory roku).

Kolejne posty między innymi o Puszczy Knyszyńskiej, Tatarach i Białymstoku.

Please follow and like us:

Dodaj komentarz